Nocna mara, Johann Heinrich Füssli Nocna mara, Johann Heinrich Füssli

Słowiańskie wierzenia - Demony

  • Drukuj
  • E-mail

 Czy wiesz, że…

naszym słowiańskim przodkom w codziennym życiu towarzyszyły również demony, których się obawiano, albowiem czyniły zło. Z nadejściem chrześcijaństwa domeny działania poszczególnych demonów pomieszały się w pamięci potomnych, regionalnie różnie też je nazywano, a pod wpływem religijnej propagandy do demonicznej rangi zdegradowano też wiele słowiańskich bóstw. Wiara w ich obecność jednak nie zanikała.

Dawnymi czasy domostwa mogły być nawiedzane przez demony wyrządzające szkody ich mieszkańcom. Kobiety ciężarne i położnice obawiały się mamuny, szkodzącej im, a nawet mogącej podmienić noworodka na swoje niemowlę. Młodym dziewczynom zagrażały dziwożony, porywające je w nieznane i potrafiące również podłożyć im cudze dziecko. Miana tych żeńskich demonów często używano wymiennie z określeniem mamuna (lokalnie funkcjonowały niekiedy i inne nazwania), a wyobrażano je sobie jako szkaradne kobiety z długimi, splątanymi włosami i obwisłymi piersiami. Często obie utożsamiano z boginkami (patrz odcinek: Demony leśne). Mało kto dziś pamięta, że to przed nimi mają chronić czerwone wstążeczki zawiązywane dzieciom na rącze czy przy wózku, albo łóżeczku, lecz… nadal się to czyni.

Niezwykle obawiano się demonów pozbawiających ludzi krwi, co mogło doprowadzić do poważnej słabości, a nawet śmierci. Największą karierę zrobił wśród nich wąpierz (wampierz), przed którym strach rozprzestrzenił się niemal na cały świat i do dziś dnia jako latający, przenikający przez ściany, posługujący się hipnozą wampir jest bohaterem wielu horrorów. Wąpierze rodziły się ponoć z dusz ludzi zmarłych gwałtowną śmiercią (samobójców, ofiar zarazy), okrutnych, długo umierających, mających dwa serca lub dwa rzędy zębów. Skazane na wieczne potępienie błąkały się po świecie prześladując tych, co im za życia zawinili, nawet członków rodzin. Wąpierz nie znosił światła słonecznego i dopiero nocą opuszczał swój grób, by błądzić po okolicach w poszukiwaniu ofiar, z których wysysał krew, powodując rychłą śmierć. Gdy kogoś podejrzewano, że po śmierci może przeistoczyć się w wąpierza, chowano go obróconego twarzą do ziemi, odcinano głowę i umieszczano między nogami, lub przebijano ostrym przedmiotem, np. zębem od brony albo słynnym osikowym kołkiem.

Podobne do wąpierza cechy prezentował upiór. Mógł nim zostać człowiek przeklęty przez kogoś za życia, ten którego ciało sprofanowano, samobójca, ale w wielu regionach także po prostu osoba odmienna od większości: posępna, ruda, leworęczna, lunatykująca, z sinym znamieniem na plecach, dwoma rzędami zębów czy nawet innego wyznania. Upiory pojawiały się zazwyczaj nocą, świecąc wilczymi oczami, albo niosąc swą głowę pod pachą. Wypijały ludziom krew lub utrudniały im oddychanie. Efektem ich działania było coraz większe osłabienie, bladość i pot na czole, stałe uczucie zmęczenia oraz koszmarne sny. Dysponując potężną siłą – jeśli chciały mogły każdego rozerwać na strzępy; potrafiły zabijać nawet samym oddechem. Niekiedy stawały się aktywne za dnia; wchodziły na dzwonnicę i dzwoniły albo krzyczały – kto usłyszał rozchodzące się stamtąd dźwięki, umierał. Na Kaszubach czy Kociewiu takiego hałaśliwego demona nazywano wieszczy. Upiór potrafił zamieniać się w nietoperza lub inne zwierzę. Uważano, że może się nim stać osobnik urodzony w czepku. Istniała żeńska odmiana upiora – w upiorzycę mogła się przemienić kobieta zmarła w połogu. Powracała nocami, aby karmić swe osierocone niemowlę. Wszystkie te twory uznawano za istoty wstające z grobu. Nieboszczykowi podejrzewanemu o bycie upiorem wkładano do ust czosnek lub kawałek żelaza. Jeśli upiora udało się powstrzymać przed powrotem rankiem do grobu, o świcie zamieniał się czarną maź albo znikał, a na pewno tracił swoją moc.

Pazerne na ludzką krew były także strzygi (lub strzygonie). Potrafiły również wyżerać wnętrzności. Jak wierzono, mogli nimi zostać ludzie ze zrośniętymi brwiami, bez włosów pod pachami, gadający do siebie starcy, osobnicy mający dwa rzędy zębów lub… dwie dusze. Kandydaci na strzygi mieli umierać młodo; jedna z ich dusz odchodziła, a druga musiała polować, aby przeżyć. Niewyspanie, bladość oblicza czy osłabienie uznawano za skutki działania strzygi. Czasem przybierała ona postać sowy. Napastowała zabłąkanych przechodniów, mściła się na tych, którzy ją w życiu skrzywdzili, prześladowała też członków rodziny – często zapowiadała im śmierć. Strzyga niekiedy wracała do swojego domostwa i nocami wykonywała swe dawne obowiązki. Bywało, że czasowo żywiła się krwią zwierząt, zdarzało się, że złośliwie łamała też świece w kościele.

            Nieco odmiennie wyobrażano sobie zmorę (marę) – opisywano ją jako wysoką kobietę o nienaturalnie długich nogach i przezroczystym ciele, przez które prześwitywało światło księżyca. Zmorami zostawały dusze kobiet grzesznych, skrzywdzonych, zmarłych bez spowiedzi, potępionych. Czasami stawała się nią dziewczyna porzucona przed ślubem przez chłopaka – zazwyczaj dręczyła później właśnie jego. W zmorę mogła przemieniać się nocami czyjaś żona albo sąsiadka. Demon siadając na piersiach śpiącej osoby, ugniatał je i powodował uderzenie krwi do głowy. Wypijał jej krew wypływającą z nosa albo nadgryzał żyłkę na skroni lub szyi. Człowiek dręczony przez zmorę jęczy, poci się i rzuca się na łóżku, wreszcie omdlewa i leży jak sparaliżowany. Budzi się osłabiony, lecz potem odzyskuje siły. Skuteczną metodą ochrony przed zmorą była zmiana pozycji podczas spania. Należało położyć się w łóżku odwrotnie, z głową w nogach łoża, bądź nie na wznak, albo spać ze skrzyżowanymi nogami. Zmora mogła też osłabiać zwierzęta domowe, np. galopowała całą na koniu, odstawiając go do stajni skrajnie zmęczonego. Potrafiła nawet unicestwiać rośliny wypijając z nich soki. Niekiedy przybierała postać kota, kuny, myszy albo żaby. Do dziś pamiętane jest „zaklęcie” budzącego się z przestrachem człowieka – „sen mara, Bóg wiara”.

Szczególną rolę odgrywały niespecjalnie szkodzące ludziom latawica i latawiec. Obdarzone anielską powierzchownością demony zajmowały się… rozkochiwaniem do szaleństwa. Osaczone przez nie osoby z miłości traciły zmysły i w efekcie chęć do życia. Powabne latawice wyginając swe kształtne ciała pląsały w świetle księżyca, wzlatując w niebo na jedwabistych skrzydłach, niczym motyle, przy czym wirowały wokół nich na wpół rozplecione złoto-pszenne warkocze; to wystarczało, żeby skutecznie zawrócić w głowie każdemu mężczyźnie. Latawce tymczasem zagrażały dziewczętom, bowiem uwodziły je namiętnie, doprowadzając do szału uniesień.

Alternatywna wersja mitu kojarzyła latawca i latawicę z wiatrami i wirami powietrznymi, wyobrażając je sobie pod postaciami siedzących na drzewie kawki i gawrona. Wirujące podczas burzy miały ginąć od piorunów.

W kolejnym micie latawiec był ognistym, latającym po niebie duchem, przypominającym nieco strzegącego podziemnych zaświatów Żmija, przynoszącym ludziom zboże i złoto (stąd nazwa nie tylko dziecięcej zabawki, unoszącej się na wietrze). Chrześcijaństwo zdegradowało te całkiem miłe demony do postaci skłaniających ludzi do „grzechu” diabłów, obcujących z nimi płciowo. Miano latawca lub latawicy przypisane zostało osobom rozwiązłym.

Nieśmiertelnym żeńskim demonem sprowadzającym na ludzi niedostatek, zgryzoty i troski była bieda. Wyobrażano ją sobie w postaci wychudzonej kobiety, wysysającej z ludzi siły witalne, co skutkowało życiowymi niepowodzeniami i utratą dobytku. Mogła zamienić się w przedmiot, np. kawałek drewna – aby się jej pozbyć należało tę rzecz podrzucić komuś innemu, bowiem jak mawiano „bieda nie po lesie, a po ludziach chodzi”.

Uosobienie bliżej nieokreślonego zła stanowił bies. Jego nazwa wywodzi się z prasłowiańskiego określenia „powodujący strach”. Biesy posiadały umiejętność wnikania w poszczególne osoby i kierowania ich poczynaniami (stąd określenie: „zbiesić się”). Przypisywano im też pilnowanie ukrytych w ziemi skarbów. Bytowały w lasach, bagnach i w wodnych głębinach. W późniejszych czasach określenia „bies” używano jako synonimu słowa „diabeł”.

Podobnie rzecz się miała z czartem (czortem). W gwarze ludowej nazywano go kusym. Zsyłał na ludzi niepogodę i choroby, a także skłaniał do samobójstwa. Mógł przyjmować postać węża, psa, świni lub czarnego kota. Na skutek walki z którymś z bóstw został zrzucony z wysokości na ziemię i odtąd utykał na nogę. Oprócz bagien i lasów miał się objawiać w wirach powietrznych. W późniejszych czasach nie odróżniano go od biesa czy diabła. Do dziś przetrwał w powiedzeniach; „baba swoje, a czart swoje”, czy złorzeczeniu: „idź do czarta!”

Na wschodniej Słowiańszczyźnie pojawiała się postać strasznego wija; stwora zabijającego wzrokiem, którego oczy były przykryte ogromnymi rzęsami oraz powiekami sięgającymi do ziemi, tak wielkimi, że nie mógł ich unieść bez pomocy. Zazwyczaj udzielały jej służące mu upiory i demony. Tak naprawdę człowiek nie ginął od wzroku wija, lecz od potwornego strachu ogarniającego jego duszę lub z powodu wyrwania jej z ciała przez demony. Wij miał trochę wspólnych cech z postacią Kościeja Nieśmiertelnego, w rosyjskim folklorze pilnującego skarbów ukrytych w górach i zabijającego wzrokiem, a także powszechnie znanego bazyliszka.

Złymi demonami były również opisane we wcześniejszych częściach naszej opowieści: kikimora, żona przyjaznego domowika, licho grasujące w lasach lub domostwach, utopiec czy południca.

Pomiędzy światem demonów i ludzi pozostawał wilkołak (wilkodłak). Człowiek okresowo przybierający postać zwierzęcia. Etymologicznie nazwa oznacza osobnika w wilczej skórze. Takiej przemianie towarzyszyły zawsze aspekty demoniczne. Istoty te były śmiertelnie niebezpiecznie – w amoku stawały się zdolne do brutalnego mordowania ludzi i zwierząt, nie potrafiąc zapanować nad rosnącą w sobie agresją. Wilkołak posiadał nadnaturalne zdolności, siłę i zwinność, a także możność widzenia w kompletnych ciemnościach. Mógł stać się nim człowiek ugryziony przez wilkołaka lub na skutek rzuconego nań uroku. Czasami czar dawało się odwrócić. Jednocześnie znajdowało się wielu chętnych do przyjęcia klątwy „na ochotnika”, szczególnie wśród ludzi słabych, spragnionych posiadania wielkiej mocy, a także poszukujących na kimś zemsty. Dziś wiemy, iż skłonność do przemieniania się w dzikie zwierzęta jest jednostką chorobową (likantropia). O bycie wilkołakiem podejrzewano osoby o nadmiernym owłosieniu (hipertrychoza). Pozostałością po tych wierzeniach był zwyczaj przebierania się za zwierzęta podczas świątecznych korowodów, ceremonii i obrzędów religijnych. Te zwierzęce postaci nazywano często okrutnikami.

Przed demonami nasi słowiańscy przodkowie starali się chronić zaklęciami czy amuletami, zaś w ich poznaniu i przygotowaniu pomagały im persony w tej materii biegłe, a więc mający kontakt z bóstwami żercy, a także znające tajemne sekrety wiedźmy czy czarownice… Ale to już temat na inną opowieść… i ciąg dalszy na pewno nastąpi. 

W różny sposób utrzymywali dziadowie więź z duchami przodków i zaświatami, w których przebywały. A że tradycji przetrwało do naszych czasów całkiem sporo, będziemy cyklicznie przypominać pradawne obyczaje, szukać ich korzeni w słowiańskiej mitologii i odkrywać analogie we współczesności. Warto je bowiem nie tylko kultywować, ale i rozumieć. 

cykle edukacyjne

Jak wykonać tradycyjną wielkanocną palmę?

Już dziś możecie zacząć przygotowania do Wielkanocy. ...

Wielkanocne przypominanki

Jak drzewiej wiosną świętowano ...

Cykl Poczet kresowych zagończyków

Na wystawie „Dzieje wędrującej kolekcji. Sztuka polska ze zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowica ...

Słowiańskie wierzenia - Demony Polne

Czy wiesz, że… Uprawa ziemi z czasem stała się podstawą egzystencji ludów słowiańskich. Ur ...

Czy wiesz że... Słowiańskie wierzenia

Czy wiesz, że… Słowianie żyli przez wieki pośród puszcz bezkresnych i borów nieprzemierzony ...

Kto nam prezenty przynosi?

Dzień świętego Mikołaja, a w zasadzie jego wigilia, rozpoczyna okres kiedy otrzymujemy prezenty, ...

Nowy cykl dla miłośników stylu stylu art déco

Zapraszamy Was do nowego cyklu poświęconego najciekawszym obiektom z naszych muz
...
Kontynuując przeglądanie tej strony, akceptujesz pliki cookies. Więcej na ten temat możesz dowiedzieć się w naszej Polityce prywatności.
Zaakceptuj